QJFStruktura QJFQJF KioskQJF BiuletynQJF GaleriaQJRIUMembership

„Nie posyła się lekarza do zdrowego człowieka”

Jest truizmem powtarzanie prostej prawdy że twórczość czy też nawet jakieś proste działanie zmierzające do wytworzenie jakiegokolwiek produktu wymagają nakładów finansowych. Firmy produkujące nawet bardzo proste produkty żywnościowe czy też nikomu niepotrzebne rzeczy w rodzaju podstawek do dobrego samopoczucia rozwijają się w oparciu o rynkowy scenariusz podaży-popytu. Istniejące prawa makro i mikro ekonomii są niekiedy zbyt modelowo naginane do rzeczywistości, która niekoniecznie te prawa w sobie zawiera. Nasze ludzkie istnienie w coraz większej mierze zanurzone jest w świecie kultury, która niejako spowija rzeczywistość naszego realnego świata, więc owe ekonomiczne prawa w dużej mierze zależą od świata kultury i możliwości formowania jak też deformowania za ich pomocą postrzegania rzeczywistości odzwierciedlonej w zwierciadle kultury. W świetle badań naszego instytutu nie bardzo będzie można utrzymać tezę o obiektywności praw ekonomicznych. Jednakże problem ten jest zbyt złożony aby w kilku zdaniach można było ten problem przynajmniej z grubsza zarysować. Fundacja taka jak the Queen Jadwiga Foundation mimo że prowadzi działalność na polu kultury nie może wpisać się w rejestr obiektów funkcjonujących na rynku i podpadających pod tzw. prawa ekonomiczne. Wielu współczesnych konsumentów wychowywanych na bajkach czy też baśniach współczesnych środków przekazu postrzega naszą fundację jako obiekt z baśniowej scenerii w której to obowiązuje prawo cudownego mnożenia twórczych obiektów bez używania takiego wykładnika jak finansowy wkład. Fundację utrzymuje się z donacji i wypracowywanego dochodu. Podobnie jak firma, która napotyka na podmioty działające na jej szkodę, ma prawo do obrony swojego egzystencjalnego zaplecza. To co opisujemy na naszej stronie internetowej a co odnosi się do działań świadomie niszczących mienie naszej fundacji jak również uniemożliwia prowadzenie normalnej działalności to niejako wołanie o pomstę do nieba. Trudno coś jeszcze dodać w kontekście tak potwornej niszczycielskiej akcji wymierzonej w naszą fundację przez nie tylko wrogie instytucje spod szyldu masonerii czy lewactwa ale, co tak bardzo nas niepokoi to zupełnie chorobliwa nienawiść niektórych środowisk katolickich, w tym szczególnie niektórych jezuitów. Jednym z najbardziej nikczemnych sposobów działalności destrukcyjnej tychże środowisk jest próba deprecjacji osiągnięć naszej działalności i wykazywanie że tego typu działalność nie jest potrzebna. Trudno wdawać się w polemikę z bezsensownymi zarzutami wynikającymi z chorobliwej zazdrości czy też nienawiści jednakże warto podkreślić fakt że niekiedy pod przykrywką miłosiernego zapędu kryje się zwyczajna zawiść i nienawiść. Wspólnota gdziekolwiek by nie istniała zasadza się zawsze na prostych prawidłowościach hierarchicznych. Ta hierarchia wcale nie musi być oparta na formalnej strukturze biurokratyczno-partyjnej. W wielu wypadkach wspólnota opiera się na hierarchii znaczenia wynikającego z mądrości popartej wykształceniem i doświadczeniem życiowym. Wspólnota w której tego typu hierarchia postawiona jest na głowie tzn. zwyczajny głupek ustanawiany jest „naczelnikiem” grupy, prowadzi do bardzo wynaturzonych form współistnienia tego typu tworu. Szczególnie tego typu zjawisko daje się obserwować wśród organizacji polonijnych, a w szczególności wśród tzw. parafii polskich. Wydaje się że niektórzy zakonnicy bardzo świadomie wprowadzają tego typu układy mające na celu zupełne zniszczenie wspólnotowych relacji. W środowisku tego typu wspólnoty zarządzanej przez osobników o bardzo niskiej kulturze i poziomie umysłowym wprowadzany jest terror ‘równaj w dół’. Tylko to może być wartościowe co zostanie podsunięte przez zakonnika, oczywiście w imię zasady miłości, a mające na celu niszczenie nie tylko więzi międzyludzkich ale również zasad zdrowego rozsądku. W tym miejscu warto nawiązać do niedzielnej Mszy św. w katedrze św. Patryka gdzie, ku naszej ogromnej radości, obchodzono uroczyście ‘Dzień Małżeństwa’. W przeciwieństwie do tego co obserwowaliśmy kilkanaście lat temu, gdzie katedra wypełniona była przez niechlujnie ubranych ludzi niekiedy z wyrazem mongolizmu na twarzy, podczas niedzielnej Mszy św. małżeństwa kilku pokoleń, odświętnie ubrane i nierzadko ze stygmatem inteligencji na twarzy, wypełniały po brzegi katedrę. Jakże inaczej czuliśmy się jako katolicy wśród normalnych ludzi bez obrzucania nas „wyzwiskami” tylko dlatego że jesteśmy normalni i rozumiemy na czym polega Boski porządek naszego świata. Ten irlandzki kompleks przeistoczony w australijskie pełne nienawiści uwielbianie nędzy duchowej wydaje się powoli dogasać skropione orzeźwiającym deszczem jadwigowego przedwiośnia. Tak, to prawda, katolicy to nie skończone matoły, ludzie z marginesu i degeneraci tak wielbieni przez irlandzkich kaznodziejów i jezuickich współtowarzyszy ale zwyczajni ludzie pragnący realizować swoje życiowe plany w oparciu o zdrowo pojmowany odblask Królestwa Bożego na ziemi. Jakże miło było nam słyszeć to że małżeństwo jest sakramentem i jako takie zasługuje na najwyższe uznanie w Kościele Katolickim. Jeszcze niedawno musieliśmy wcześniej wychodzić z Mszy św. gdyż niejaki Słowik i jego drużyna robili w kościele „cyrk” profanując nie tylko Mszę św. ale również sakrament małżeństwa podczas hucznie obchodzonych dni diiecka czy matki. Te profanacyjne wygłupy Słowika były skierowane głównie na niszczenie wspólnoty i bardzo świadome tworzenie atmosfery grzechu wśród osób przychodzących na Mszę św. Podobnie w Essendon profanowanie kościoła jako Domu Bożego to część scenariusza który ma być wkrótce zrealizowany tzn. jak się  Słowik wiele razy odgrażał, że on będzie ostatnim zakonnikiem. Byłoby tak gdyby katolicy stanowili to co jezuici pragną wytworzyć tzn. najniższe warstwy niekoniecznie biedne pod względem statusu materialnego ale podpadające pod miano osobników ogromnej nędzy duchowej. Dlatego też katolicy nie podpadający pod ten schematyczny ‘labeling’ są tak nie lubiani przez tych drani. Dlatego też z taką nienawiścią odnoszą się do naszej fundacji gdyż niszczymy wielkie plany bycia ostatnim zakonnikiem parafii polskiej. Zaczynamy odczuwać, że św. Jadwiga Królowa zaczyna wchodzić w życie środowisk australijskich i że tak naprawdę to katolicyzm dopiero zaczyna się rozwijać w Australii. Coraz więcej normalnych ludzi, utalentowanych i bardzo dobrze wykształconych zaczyna zdawać sobie sprawę z tego że tak naprawdę to my stanowimy kościół katolicki i my jesteśmy współodpowiedzialni za jego kształt. My zwyczajni katolicy rozumiemy bardzo dobrze na czym polega koegzystencja miłości i czym są środki finansowe w kształtowanoiu prawidłowych relacji pomiędzy poszczególnymi członkami naszych katolickich wspólnot. To my ludzie dobrze wykształceni, profesjonaliści, zdajemy sobie sprawę z ogromnych nadużyć lewacko intepretowanej ewangelii w świetle których zbiórka na szkołę w buszu afrykańskim jest o wiele ważniejsza aniżeli budowa uniwersytetu w którym ewangelia będzie podstawą jego edukacyjnej działalności. Jakże nikczemny i nacechowany ogromną nienawiścią jest projekt budowy misyjnych placówek w odległych zakątkach naszego globu przy równoczesnym bardzo świadomym niszczeniu ośrodków kultury katolickiej takich jak nasz Instytut Badań nad Rozumieniem im. Św. Jadwigi Królowej Ten murzynek wychowany w środowisku sióstr, któregoś z misyjnych zakonów, bardzo szybko porzuci wiarę katolicką gdy tylko zetknie się z normalnym systemem edukacyjnym takim jaki jest chociażby w Australii. Podobnie wygląda problem szkół katolickich które osiągają nawet niezłe wyniki w kształecniu młodzieży jednakże młody człowiek w konfrontacji z bardzo wrogo nastawionym do każdej religii systemem kształcenia na uniwersytecie takim jak Monash Uniwersity czy też Melbourne Uniwersity o zabarwieniu lewacko-satanistycznym, w krótkim czasie stanie się wojującym ateistą. I jaki ma sens tego typu kształcenie w szkołach katolickich, gdzie większość tych którzy kończą australijskie uniwersytety staje się zagorzałymi wojującymi ateistami. Czy w takiej sytuacji instytut badań nad rozumieniem jes potrzebny? Nawet najmniej inteligentny zakonnik jest w stanie zrozumieć że kościól bez elity intelektualnej staje się ostoją głupoty i grzechu. Bardzo dobrze zdawała sobie z tego sprawę św. Jadwiga Królowa gdy z takim uporem walczyła o wydział teologiczny dla naszego narodu. Dzisiaj to znowu św. Jadwiga Królowa przypomina że prawdziwa wiara rodzi się poprzez czytanie ewangelii i naśladowanie Chrystusa a nie poprzez czytanie dzienniczka i kontemplacji bezrozumnej. Rozum nie jest tylko dodatkiem ale tym czym Bóg tak szczodrze obdarzył człowieka. Negowanie rozumu i jego roli to niejako rzucanie wyzwania Bogu. Może to też być swego rodzaju bluźnierstwo i należy przypomnieć jeszcze tak bardzo ważne w tym kontekście słowa Chrystusa: „nie posyła się lekarza do zdrowego człowieka”. Te tłumy tak bardzo „kochane” przez niektórych manipulatorów ewangelicznego przesłania to zaczyn kolejnej rewolucji dewiantów seksualnych i tym podobnych degeneratów.

Dlaczego więc wśród katolików tak mało normalnych inicjatyw zmierzających do współtworzenia i gromadzenia bogactwa? Przecież działalność charytatywna to niejako dzielenie się bogactwem. Ktoś kto nic nie posiada nie może być adresatem słów Chrystusa rozdaj wszystko co masz. Tak to wymaga ogromnego wyrzeczenia. Dlatego też nie tak dawno temu przy przyjmowaniu do zakonu wymagano zapisu na rzecz zakonu jakiejś materialnej formy. Tak, młody człowiek zapisujący zakonowi część swego majątku „udowadniał” niejako swoje ogromne przywiązanie do Chrystysa. Rozdaj co masz i chodź za mną. Dzisiaj do zakonów przyjmowany jest różnego rodzaju lumpenproletariacki element uciekający przed wojskiem jak to ongiś bywało czy też przed bezrobociem jak to jest dzisiaj i jeszcze tego typu motłoch dorabiający się w zakonach niezłego uposażenia stara się nam wmawiać wielkość ofiary jaką ponieśli podejmując niejako służbę Bogu. Przecież dla wielu z nich to jedyna możliwość ukończenia „uniwersytetu” i znalezienia jakiejkolwiek płatnej posady. Dlatego też z takim uporem będzemy walczyć o budowę ołtarza naszej Pani Wawelskiej. Te szmaragdy, szafiry czy diamenty to nasze małe rozdaj wszystko wierząc że Ta która fundowała teologiczny wydział wymodli w Niebie rzesze bardzo dobrych kapłanów i zakonników którzy będą zaczynem pożywnego wzrostu naszych katolickich wspólnot. I w kontekście budowanego ołtarza. Ten rok ogłoszony jest rokiem św. M. Kolbego. To właśnie obraz tego świętego jest umieszczony jako część ołtarzowego projektu w kościele w Łazach. Obraz ten autorstwa prof. Z. Leś ukazuje że projekt ołtarza w katedrze wawelskiej jest kontynuacją zainteresowań prof. Lesia współtworzenia centrum adoracyjnego jako najważniejsze części modlitewnej przestrzeni kościoła.

I jeszcze jeden misyjny element. Otóż św. Jadwiga poprzez zgodę na małżeństwo z Jagiełłą dokonywało na ogromną skalę aktu chrystianizacji Litwy. Dzięki Jej decyzji udalo się ewangielizować ostatni bastion pogaństwa w europie i to bez udziału okrutnych i butnych mnichów. Tak więc sakrament małżeństwa stał się podstawą misyjnej Jadwigowej drogi. Tak więc Król a więc ktoś kto ma (miał) znaczenie w państwie decyduje o misyjnym rezultacie. Dzisiejsze odchodzenia kościelnych władz od budowy silnego świeckiego katolickiego establiszmentu to niejako podcinanie misyjnej gałęzi kościoła. Czy uda nam się w porę zachamować destrukcyjne działanie niektórych katolickich środowisk zmierzających do zburzenia od środka naszego najważniejszego tu na ziemi dla nas katolików Kościoła Katolickiego.

  

 

 

Adres:

The Queen Jadwiga Foundation

P.O. Box 654, Toorak, VIC 3142

Australia