
![]()
|
Hymn do miłości Jesteśmy zbulwersowani lewackimi poczynaniami środowsika polonijnego
skupionego wokół radykalnie lewego tygodnika, na pewno nie polskiego.
Ten brukowiec rozpowszechniany w tzw. parafiach polskich sieje ogromne
spustoszenie wśród rodaków, niekiedy o bardzo niskim poziomie
wykształcenia. Brukowiec ten jest rozprowadzany i szczególnie
reklamowany przez środowisko lewaków skrywających się pod
‘marynarkami’ jezuitów i chrystusowców. Nie bardzo możemy
pojąć, jak tego typu mierzwa pospolitości pseudo-religijnego
bełkotu może być reklamowana, podczas mszy jako tygodnik katolicki.
My jako parafianie bardzo stanowczo sprzeciwiamy się przeciwko
rozpowszechnianiu tego typu produktów na terenie kościoła i
reklamowaniu tego typu socjalistycznej gadzinówki, przez niektórych ludzi
będących w zakonie. Pragniemy bardzo mocno podkreślić, że
branie w obronę księdza, który wskazuje wyraźne odchyły
lewackie i jest prawdopodobnie na usługach jakiejś organizacji
pozakościelnej, przez hierarchię kościelną jest
szerzeniem bardzo dużego zła. Pokutuje w naszej
społeczności bardzo niebezpieczny przesąd, że jeżeli
ktoś krytykuje księdza, to jest to atak na kościół. Ci
którzy tego typu argymentację stosują zapominają o tym,
że to my parafianie albo inaczej świecki laikat stanowimy
nieodłączną część kościoła.
Ksiądz, jak również cała hierarchia kościelna stanowią
bardzo ważną, aczkolwiek bardzo nieliczną część
kościoła katolickiego. Ksiądz bez wiernych nie będzie w
stanie nie tylko utworzyć parafii, ale rówinież tworzyć
kościoła. Wierni bez księdza, jak to pokazało wiele
wspólnot protestanckich, mogą stanowić kościół. Marginalizowanie
świeckiego laikatu i sprowadzanie do roli bandy idiotów mogących co
najwyżej pomóc przy sprzątaniu obejścia kościelnego jest
bardzo poważnym nadużyciem dzisiejszego posoborowego
‘kościoła’, kościoła utożsamianego tylko z
grupą kilku księży i hierarchów kościelnych. Jest to
także dostarczanie argumentów dla tych środowisk które nas
katolików chcą pozbawić podstawowych praw politycznego udziału
w sprawowaniu władzy przez manipulacyjne odzielenie kościola od
państwa. Przecież my katolicy stanowimy najbarziej znaczący trzon
istniejącego w embrionalnej formie państwa polskiego. W dawnych czasach tego typu teza była w pewnym sensie uzasadniona.
Ksiądz zwykle dużo bardziej wykształcony aniżeli grupa
wieśniaków czy też tłum miejskiego plebu spełniał
poza posługą kapłańską również rolę
inspiratora, czy też nauczyciela, jak również doradcy i
współorganizatora. Tak było kiedyś, szczególnie w
środowiskach polonijnych, ludzi wyjeżdżających za
chlebem, nie posiadających prawie żadnego wykształcenia.
Przecież jeszcze nie tak dawno, w powojennej Anglii, ksiądz
był niekiedy również tłumaczem i doradcą prawnym.
Mieliśmy okazję zetknąć się z tego typu polskim
fenomenem w Anglii będąc zupełnie zaskoczonym tym że tak
wielu ludzi środowiska parafii polskiej nie znało angielskiego.
Przecież nieznajomośc angielskiego nie wynikała z tego,
że ludzie ci nie byli w stanie nauczyć się kilku angielskich
słów. To jakaś bardzo perfidna ‘polityka’ zawiadowców tej
polonijnej federacji powodowała, że ludzie ci stawali się
niepełnosprawnymi społeczeństwa angielskiego. Jakoś
nikomu z tych, którzy pod płaszczykiem wszystko dla polonii, nie
przeszkadzał fakt że bardzo duża grupa ludzi tych polonijnych
gett, żyła na marginesie angielskiego społeczeństwa.
Już wtedy zwracaliśmy uwagę na bardzo niebezpieczny spekt tego
typu idiotycznej antypolskiej polityki, a mianowice depolonizację. Na
rezultaty nie trzeba było długo czekać. Kiedy tuż przed
wyjazdem do Australii mogliśmy być znowu w tym środowisku
polonijnym, okazało się że to środowisko przestało
istnieć. Kościół ‘polski’ wraz z klubem, budowany z takim
trudem przez żołnierzy zmuszonych do pozostania w Anglii, miał
zostać wystawiony na licytację. Nic dodać, nic ująć.
Nas oczywiście to nie zaskoczyło. Ten mechanizm, który
zauważyliśmy podczas naszego poprzedniego pobyt,
wprzęgnięty w scenariusz tworzenia parafii polskiej, to niejako
ładunek samodestrukcyjny z opóźnionym zapłonem. Tylko
dzięki nowej fali emigracji, kościół ten na krótki czas
udało się odzyskać. Ten scenariusz jest bardzo precyzyjnie
realizowany w środowisku australijskim. To samo zachłystywanie
się polskością, udrapowaną głupotą ludowych
piosenek, prezentowanych oczywiście na arenie melbernieńkiego kiczu
tzw. federation square. Nie jest też przypadkiem, że tego typu
wygłupy aranżowane są przez Słowika i są bardzo
dobrze perfidnie nakierowane w zranienie serc naszej nnarodowej godności
Polaków. Ten osobnik, tak zasłużony w niszczeniu polskiej kultury,
i wielu ludzi naszgo środowiska, dalej bezkarnie kontynuuje swoje
dzieło zniszczenia. Nie bez znaczenia jest tu wybór federation squrae,
miejsca schadzek różnego rodzaju skrajnie lewackich ugrupowań, w
tym także satanistycznych. Festiwal organizowany jest od godziny 9 tak
aby uniemożliwić większości uczestników tej parady
wierzących inaczej, uczestnictwo w Mszy św. Takiej perfidii żaden
ksiądz, nawet w czasach tej czy innej rewolucji bierutowskiej nie
stosował w stosunku do swoich parafian. Insynuowanie, że
przecież ta parada głupoty, kończy się Mszą św.
to już zupełne zbiesienie a nie jakakolwiek namiastka zatroskanego
o swoich wiernych ojca duchownego. Ale czy można się temu
dziwić? Za obsadzanie parafialnych ‘stanowisk’ odpowiedzialni są
zwierzchnicy. Kościół wszakże jest organizacją
hierarchiczną. To komuś z zakonu jezuitów bardzo zależy na tym
aby środowisko polonijne w Melbourne było tak bardzo niszczone. Z
tego co nam wiadomo Słowik jest pod zarządem niepolskiego
zwierzchnika i być może mamy tu do czynienia z próbą bardzo
świadomego niszcenia naszej społeczności. Bardzo prawdopodobne,
że mają oni za zadanie spowodować pełną
realizację scenariusza angielskiego, z czym zresztą Słowik
się nie kryje. Ma on być ostatnim księdzem w Melbourne.
Byłoby to jednakże bardzo proste do zatrzymania. Wystarczyłoby,
żeby ten osobnik został przeniesiony na inną parafię,
gdzieś w buszu afrykańskim czego mu z całego serca
życzymy i problem by się sam rozwiązał. Jednakże
istnieje inny o wiele bardziej poważny problem. Z Polski
przysyłają nam kolejną formację lewicowych a być
może nawet masońsko-lewicowych zakonników spod znaku siostry
Faustyny. Również z Krakowa ojcowie jezuici podrzuacją nam
kolejnego ojca duchownego o bardzo lewicowym nastawieniu. Jest też
również inny wątek tej całęj sprawy. Otóż każdy
z nas profesjonalistów, aby być profesjonalistą musi
spełnić zespół kryteriów. Niektóre zdolności i umiejętności
są nieodzowne do tego aby móc wykonywać daną profesję.
Również księża, którzy chcą pracować w pewnych
ośrodkach duszpasterskich muszą wykazać się tym, że
są zdolni właściwie pełnić powierzone im
obowiązki. Ksiądz nie posiadający prawie żadnych
zdolności muzycznych, nie jest wcale złym kandydatem na stanowisko
proboszca gdzieś w zapadłej prowincji, niekoniecznie polskej.
Jednakże przysyłanie takiego księdza do parafii w dużej
aglomeracji takiej jak Melbourne posiadającej operę i
dość znaczne muzyczne tradycje to jednakże, delikatnie
mówiąc, duży nietakt. Poza estetyczną stroną i jak
również ważnością muzycznej oprawy Mszy św. są
też pewne inne aspekty tej sprawy. Będąc uczestnikiem Mszy
św. odprawianej przez tego księdza było nam niekiedy bardzo
trudno powstrzymać śmiech spowodowany jego iście
schunbergowskim atonalnym zawodzeniem. Było to tak, jakby ktoś
bardzo świadomie parodiował śpiew księdza i
wywoływało niekiedy bardzo trudny do powstrzymania wybuch
śmiechu. Bardzo to niszczyło nastrój Mszy św. i
uniemożliwiało w pełni modlitewną koncentrację.
Mimo, że po jakimś czasie częściowo przyzwyczailiśmy
się do tego parodiowania to jednakże niekiedy byliśmy zupełnie
zaskoczeni melodycznym poślizgiem tego zakonnika. Czy w Krakowie
wśród Jezuitów nikt nie zdawał sobie sprawy z tego, że my
parafianie będziemy ofiarami tego typu melodycznej przewrotności i
że to może spowodować demontaż parafialnej wspólnoty.
Szczególnie niebezpieczne jest ustanawianie swoistej hierarchii poprzez tego
typu pasterzy (pastuchów) powodującej, że my parafianie stajemy
się już powoli bydłem. Warto by zacząć
wołać gromkim głosem o przywrócenie nam świeckim
katolikom niezbywalnego prawa współtworzenia parafii. Nie wystarczą
tu tylko zapewnienia Ojca Świętego o rozumieniu wkładu
laikatu. Musi to być poparte bardzo jasnymi regulacjami prawnymi
chroniącymi nas parafian przed terrorem prostackich księży czy
też zakonników. Teren kościelny, nie może być miejscem
gdzie my parafianie będziemy stanowili tylko bezwolne narzędzie
tego czy innego prymitywnego osobnika sprawującego nadzór nad
„kościołem”. To prowadzi nieuchronnie do angielskiego scenariusza
prowadzącego do wystawienia obiektów sakralnych na licytację.
Bardzo niebezpieczne, dla dalszego rozwoju naszych parafialnych wspólnot jest
tworzenie sekto-podobnych ugrupowań parafialnych zalecających
odprawiania jednej tylko formy religijnej takiej jak koronka i opieranie
się na dzienniczku z pomijaniem zupełnie pogłębiania
wiedzy religijnej. Przecież ci ludzie nie żyją w próżni
społecznej. Bez rozumowej tarczy ochronnej, stają się bardzo
podatni na ataki bardzo dobrze zorganizowanch grup nie tylko ateistów. To co
dzisiaj obserwujemy w Polsce to efekt wytworzenia bardzo płytkich
odruchów religijnych szczególnie w postindustrialnych szeregach bezrobotnego
proletariatu. Ci ludzie wielbieni przez Ojca Rydzyka i jemu podobnych
zaczynają teraz współtworzyć armię Palikota
pokazując swoje prawdziwe oblicze. Jest to jedna bardzo niebiezpieczna
mistyfikacja współczesnego lewicowego kościoła „katolickiego”.
Ta pozorna troska o bliźniego powodująca to, że przez tych
ojców duchownych dowartościowany motłoch w swych równościowych
żądaniach posuwa się już do usuwania krzyża,
zamieniając Go na w niedalekiej przyszości na gwiazdę czy
swastykę. Czy to tak trudno przewidzieć? Tam gdzie nie ma
miłości pozostaje tylko rozpaczliwy skowyt o równość i
sprawiedliwość społeczną. Potem, to już tylko
rzeź w imię tejże samej równości. Być może
słowa współczesnego hymnu do miłości mogłyby
brzmieć tak „gdybym codziennie odmawiał koronkę i znał na
pamięć dzienniczek a miłości bym nie miał nic bym
nie zyskał. Gdybym wielokrotnie dreptał na pielgrzymkę do
Częstochowy i czytał codziennie niektóre pozycje prasy katolickiej
a miłości bym nie miał byłbym niczym....” Ten
powierzchowny polski katolicyzm w zetknięciu z ideologią nie tylko
nowej lewicy może bardzo szybko pierzchnąć tak jak biel obrusu
wigilijnego stołu zbeszczeszczona nadmiarem supermarketowego jadła
okraszonego szkocką. Nic więc dziwnego że my
podążający za naszą św. Jadwigą Królową
jesteśmy tak znienawidzeni przez tych lewicowych kaznodziejów. To ich
nieludzkim poczynaniom zawdzięczamy fakt tego, że jesteśmy tak
potwornie maltretowani w Australii. I tak na zakończenie, insynuowanie w
polonijnym brukowcu, że Królowa Elżbeta odwiedzając
Australię rujnuje Australijskiego podatnika jest nie tylko bardzo
chamskim wybrykiem zespołu redakcyjnego obrażającym nas
wszystkich, którzy w referendum odrzucili wizję lewacko-liberalnej
Australii, ale takż co może barziej znaczące obnażaniem
nastawienia lewackiego większości adrestów tegoż brukowca. I
niech nikt nam nie wmawia, że ci uciekinierzy sierpnia 80 to nie
niedobitki agenturalnych służb PRL-u. |
|
Adres: The Queen Jadwiga
Foundation |
![]()